Cześć! Nazywamy się Martyna i Iwona, mieszkamy na tym samym osiedlu i jesteśmy najlepszymi koleżankami już od podstawówki. Obecnie uczymy się w gimnazjum. Podobnie jak większość ludzi w naszym wieku(tzn.14-15 lat) prowadzimy nudne, monotonne życie szkolne, w którym jedynymi, acz nieporządanymi atrakcjami są dość częste sprawdziany i nie zapowiedziane kartkówki. Jedynym promykiem światła i radości w naszym życiu są weekendy, ferie i oczywiście upragnione wakacje!!!!!!!!!!! Tak wakacje to jedyna rzecz na jaką czeka się co roku już od dnia pierwszego września! Tak jak duża część społeczeństwa my również posiadamy zwierzątka domowe. Ale historia ta jest dość długa. Ja sama (Martyna) pierwsze zwierzątko otrzymałam w wieku siedmiu lat. Była to parka ptaszków- amadynek zebrowatych.Byłam jednak za mała by móc się nimi skutecznie zajmować. Mamę denerwowały poranne skrzeki i radosne okrzyki pierzastych ulubieńców, gdy te zaczynały swój koncert około... piątej rano!!!!!! Codziennie też musiała odkurzaćgdyż okropnie śmieciły skorupami po ziarnie. Tak oto skończyła się moja druga hodowla, a ptaszki podobnie jak wcześniej rybki,(o których nawet nie warto wspominać) wywędrowały z naszgo domu i zamieszkały u mojego dziadka. Mama powiedziała kategorycznie "nie!" na moje pomysły o kolejnych zwierzakach. Moim największym marzeniem od dawna był jednak pies. Wkrótce potem okazało się, że jestem uczulona na sierść psów i kotów. Zorientowaliśmy się o tym na urodzinach mojej cioci, która jest szęśliwą posiadaczką owych alergicznych zwierzaków. Nagle zaczęłam smarkać, a oczy mi spuchły i zrobiły się czerwone. Wtedy to zrozumiałam, że moje marzenia o psie nigdy się nie spełnią. Cały czas marudziłam mamie nad uchem,aby kupiła mi choćby chomika. W końcu-tylko dzięki dziadkowi dostałam go. Mama uzgodniła jednak wcześniej z właścicielką sklepu,że jeżeli okaże się że jestem na niego uczulona to przyjmie zwierzaka spowrotem do sklepu. No i tak się zaczęła moja mania zwierzakowania! Byłam taka szczęśliwa, że w końcu miałam swojego własnego zwierzaka. Okazało się jednak, że mój nowy ulubieniec przez cały dzień śpi, a buszuje tylko nocą. Jak każdemu innemu dziecku w moim wieku zaraz znudził się wiecznie śpiący zwierzak. Moja koleżanka Iwona zaś usłyszawszy,że mam chomika również kupiła sobie takie zwierzątko. Wkrótce potem wyprosiła od rodziców królika domowego o imieniu Tina. Gdy tylko zaprosiła mnie do siebie ja również zapragnęłam mieć długouchego stwora. Mama jednak kategorycznie sprzeciwiała się temu pomysłowi. Swoją odmowę próbowała usprawiedliwić moją alergią ale ja nie dałam się tak łatwo zwieść. Chodziłam za nią przez ok.pół roku aż w końcu zgodziła się nie mogąc już dłużej znieść mojej gadaniny. Ale postawiła jeden warunek, a mianowicie, że owa szczęśliwa chwila nastąpi dopiero na wakacjach. Zostały jeszcze aż trzy miesiące!!! Czułam, że nie wytrzymam tej okropnej próby czasu. Aż pewnego dnia Iwona opowiedziała mi, że wczorajszego dnia w sklepie zoologicznym widziała pięknego rasowego Królika. Czym prędzej zaraz po szkole zaciągnęłam mamę do tego sklepu, a ona jak się spodzieałam również się w nim zakochała. Był to rasowy baran miniaturowy tyle, że kosztował dwa razy tyle co zwykły królik-85zł. Nareszcie go miałam! Był cudowny, cały brązowy z odcieniami czerni na grzbiecie, a jego uszy, według wymogów rasy były oklapnięte i wisiały prawie do ziemi. Mama mówiła, że to dziewczynka, gdyż uszy przypominały jej dziewczęce kitki. Ja jednak uważałam, że to chłopiec, którego miałam zamiar nazwać Bugs,mama zaś pragnęła aby nosiła imię Zuzia. Następnego dnia po kupnie poszliśmy do weterynarza, aby zaszczepić nowy nabytek oraz sprawdzić kto miał rację w sprawie płci. Weterynarz po dłuższym badaniu zwierzaka stwierdził, że rację miała mama. Zuzia była świetna, czasami nawet jeździła z nami na działkę. Gdy miała ok, cztery miesiące postanowiłyśmy z Iwoną zapoznać ze sobą nasze ulubienice. Ona puściła swoją Tinę , a ja moją Zuzię. I wtedy ku mojemu zdumieniu okazało się, że króliczki nie zamierzają się razem ładnie bawić, gdyż Zuzia zaczęła zachowywać się jak chłopiec- dorosły przedstawiciel tego samego gatunku, w okresie godowym. OKAZAŁO SIĘ, ŻE ZUZIA JEST CHŁOPCEM!!! To był dla mnie prawdziwy szok. Zmieniłam mu czym prędzej imię na Bugs i więcej nie próbowałam konfrontacji z Tiną, której chyba przypadł do gustu. Niestety, królik zaczął strasznie brudzić. A gdy zaczął się rok szkolny nie miałam czasu po nim sprzątać, tak że pewnego dnia mama powiedziała, że wolałaby mieć psa niż królika. Nie żartowała. Moje największe marzenie mogło się wreszcie spełnić. Mama chciała jednak abym najpierw pozbyła się królika. Bardzo przywiązałam się do Bugsa i nie chciałam go oddawać. Jednak Iwona zaoferowała swoją pomoc i powiedziała, że to ona może wziąć królika do siebie. Zgodziłam się na to. Niedługo później na ferie zimowe dostałam to o czym marzyłam przez całe życie. Nie był to jednak tak jak chciałam owczarek niemiecki ani też owczarek husky ale mały czarny pudelek. Suczka. Miałam ogromne problemy z nadaniem jej imienia gdyż początkowo miała być psem dla którego miałam mnóstwo imion. W końcu zdecydowałam się na imię WIKI. Ma ono ukryte znaczenie. Wiktoria oznacza zwycięstwo, które odniosłam nad rodzicami w końcu dopinając swego. Kupiliśmy ją od pewnek kobiety w Żarach. Była tak mała, że nie wiedziałam nawet czy przeżyje. Tam gdzie mieszkała dotychczas nikt o nią nie dbał. Dom tej kobiety, a właściwie mieszkanie było tak małe jak jeden nieduży pokój. Miała w nim "kuchnię" i "sypialnię jaką stanowiło jedno małe brudne łóżko. W tym "mieszkaniu" trzymała razem ztery dorosłe suki, i dziewięcioro szczeniąt w różnym wieku. Kupilismy jednego szczeniaka, który z powodzeniem mieścił się w mojej czapce, a miał niecały miesiąc. Była właścicielka powiedziała, że szczenię już samo je, ale gdy przybyliśmy do domu okazało się, że Wiki nie ma jeszcze żadnego zęba. Umiała jednak pić z miski, ale kłopot był w tym,że nie mogła do niej podejść, gdyż nie potrafiła chodzić. Oczywiście próbowała Ale gdy tylko któreś z nas wychodziło z kuchni i zostawiało ją na dywanie po któryj jako tako jeszcze chodziła zaczynała piszczeć, a gdy to nie pomagalo szczekała ze złości, że nie może przejść po śliskich kafelkach przeogrmonego dystansu pięciu metrów. Żywiła się tylko kaszą manną i mlekiem. Pewnego dnia zamówiłyśmy z mamą chińskie jedzenie. Gratis w ramach promocji otrzymałyśmy dwa rosołki z kawałkami kurczaka. Mama na spróbowanie dała kawałek bezzębnej jeszcze Wiki. Gdy tylko poczuła znajomą woń (kobieta z Żar karmiła swoje psy mięsem drobiowym) zaczęła czym prędzej przeżuwać upragnione danie. Zjadła tyle ile mogła i poszła spać. Tak oto Wiki rosła na skrzydełkach kurczaka, broiła i puki była mała cały czas sikała na podłogę mniej więcej co 40 minut. Teraz ma 5 miesięcy i nie sika więcej w domu Za to strasznie gryzie ze względu na wypadające i rosnące na nowo zęby. Straszny też z niej łobuz. Cały dzień tylko by się bawiła i siedziała na dworze. Iwona zaś miała zwierzaki od dzecka. Na początku całą chodowlę chomików i świnek morskich.Posiada też psa o imieniu Rocky,który mieszka u jej dziadka.Jest to mieszaniec owczarka niemieckiego z innym nieznanym psem. Ma ok.70 cm. wysokości i waży ok.50 kg. Po tym jak wzięła ode mnie Bugsa zapragnęła mieć młode. No i stało się. Urodziły się cztery prześliczne króliczki. Trzy z nich były czarne, a jeden tak jak Bugs - brązowy. Nasze zwierzaki wyglądają właśnie tak: